Szybki i wściekły byk
Najnowszego wcielenia Seata Leona nie trzeba nikomu przedstawiać, a już na pewno nie wersji Cupra. To oznaczenie jest zarezerwowane dla najszybszych modeli marki Seat. Jakoś w środku sezonu miałem przyjemność pobyć trochę sam na sam z rzeczonym Leonem w wersji Cupra. Różnica jest jednak taka, że postanowiono go nieco ulepszyć. Chyba większość miała okazję pograć lub przynajmniej słyszała o grze Need For Speed. Ten konkretny egzemplarz to demo car zrobiony na potrzeby premiery gry Need For Speed zatytułowanej Undercover. Samochód przeszedł przez ręce kilku firm i każda z nich miała swój osobny wkład w tworzenie tego potwora. Tak oto tapicerkę zaserwowała Java Car Design, o to by pasażerowie mieli co oglądać i czego słuchać w trakcie jazdy zadbała Audio Mania, a za kwestię przykuwania wzroku przechodniów i innych kierowców odpowiedzialny jest poznański AG Tuning.
Premiera gry miała miejsce trzy lata temu i wtedy to właśnie zbudowano rzeczonego Leona. Już z zewnątrz widać, że samochód jest szybki i wściekły niczym hiszpański byk. To wszystko za sprawą nowego pakietu ospojlerowania, przyciemnionych szyb i felg firmy ATS ubranych w opony o profilu 45. Maska została wykonana z prawdziwego włókna węglowego. Poszerzono także nadkola. Wszystkiego dopełnia czerwień rodem z Ferrari. Na szczęście postanowiono nie upodabniać go wizualnie w pełni do tego, co z samochodem można wyczynić w grze przy pomocy funkcji Autosculpt i dzięki temu wszystko ze sobą doskonale współgra oraz prezentuje się bardzo przyzwoicie.
Wnętrza również nie oszczędzono. Fotele wymieniono na obite skórą kubełki. Za bezpieczeństwo kierowcy i pasażera odpowiedzialne są pasy szelkowe. W przypadku foteli pokutuje zasada coś za coś. Z jednej strony mamy perfekcyjne trzymanie boczne, ale z drugiej są one trochę za bardzo klaustrofobiczne. Swoje zadanie jednak spełniają i podczas szybkiego pokonywania zakrętów nie ma opcji żeby uderzyć głową w szybę albo przytulić się do pasażera. Z tyłu kanapę pozostawiono fabryczną, ale obito ją skórzaną tapicerką. Wnętrze jest kombinacją czerni i czerwieni, znajdziemy w nim także wstawki zrobione z włókna węglowego.
Oczywiście czym był by demo car bez potężnej dawki multimediów. Ekrany LCD znajdziemy w kokpicie, tylnych drzwiach oraz bagażniku. Ponad to zamontowano z przodu i z tyłu odseparowane zestawy głośników. Całości dopełnia potężny subwoofer schowany w bagażniku. Całość jest napędzana trzema wzmacniaczami. Wszystko to sprawia, że samochód mógłby z powodzeniem posłużyć do nagłośnienia małego koncertu. Oczywiście ma to swoje minusy… jadąc na zdjęcia otrzymałem z życzeniami szerokiej drogi dodatkowy akumulator, mini agregat i okablowanie.
Pomimo, że Cupra już fabrycznie legitymuje się bardzo dobrymi osiągami i prowadzi się również nienagannie, to oczywiście należało sprawić żeby osiągi były adekwatne do wyglądu. Z tego, co się dowiedziałem samochód na pewno został poddany chip tuningowi. Podobno legitymuje się mocą około 300 koni i to by się mogło zgadzać, gdyż jeszcze tego samego dnia dostałem do ręki 350Z w najmocniejszej wersji (295 KM) i wydawał się być wolniejszy od Leona. Zawieszenie zastąpiono piekielnie twardym, gwintowanym zestawem. W trakcie jazdy trzeba się przyzwyczaić do częstych hałasów dobiegających z zewnątrz auta, ale wynika to właśnie ze specyfiki zestawu. Przez pierwsze kilkanaście minut zerkałem od czasu do czasu we wsteczne lusterko czy nie zostawiłem przypadkiem zderzaka lub progów, ale później po oswojeniu się z samochodem mogłem w pełni czerpać radość z prowadzenia go. Oczywiście nie można mieć wszystkiego – prześwit jest tak niski, że podjeżdżanie pod krawężnik wymaga od kierowcy nie mniejszego skupienia niż przeszczep serca od chirurga. 
Ten Leon jest typowym demo carem. Jest głośny, szybki i niepraktyczny. Nadaje się bardziej do jazdy po torze i autostradach, ponieważ jadąc nim w polskim mieście trzeba by jeszcze mieć bokserski ochraniacz szczęki, aby zęby nie powybijały się nawzajem. Z drugiej jednak strony nie jest mu straszne nawet Porsche, co udało mi się sprawdzić. Jako drugi albo trzeci samochód chętnie bym go widział w swoim garażu.
Ciekawe wydarzenia na Torze Poznań
Jak wszyscy wiedzą (albo i nie, a wierzcie mi, że czasami nawet rodowici Poznaniacy nie mają o tym pojęcia) Poznań może pochwalić się jedynym w Polsce torem wyścigowym z prawdziwego zdarzenia. Oczywiście zainteresowani tematem, a zwłaszcza wyścigami motocyklowymi wiedzą, że sporo jest jeszcze do zrobienia. No, ale nie ma co marudzić… tor ma wszystkie potrzebne homologacje z FIA i UEM na czele.
Sezon wyścigowy co prawda się skończył, ale nie oznacza to, że tor zapadł w sen zimowy. W najbliższym czasie zarówno amatorzy, jak i licencjonowani kierowcy będą mieli co robić. Co prawda SuperOES już w październiku był, ale przed nami jeszcze Youngtimer Party. Impreza odbędzie się w dniach 24 do 25 października. Odbywa się ona z myślą o posiadaczach i fanach samochodów, które zostały wyprodukowane przed 1986 rokiem. Chociaż oczywiście są wyjątki od reguły i czasami zdarza się, że trochę młodsze pojazdy są dopuszczane do udziału w imprezie. Więcej informacji: www.aw.poznan.pl i www.youngtimerparty.pl .
Kolejna ciekawa propozycja to listopadowe SuperOESy, które odbędą się w dniach 7 i 21 listopada. Impreza jest organizowana w formie KJS, a próby sprawnościowe odbywają się zarówno na nitce toru, jak i drogach dojazdowych do „rękawa” i na tor. Przyjeżdżają tam zarówno amatorzy, jak i kierowcy z długim stażem w KJSach. Jako były uczestnik i osoba dbająca o stan blacharsko lakierniczy samochodu oraz o jego zawieszenie mogę z ręką na sercu powiedzieć, że bez względu na to czym się jedzie i jak się jedzie, to impreza dostarcza wiele frajdy. Więcej informacji: www.aw.poznan.pl .
Natomiast 8 listopada kolejna już edycja Akademii Sportowej Jazdy Porsche organizowanej przez Porsche Club Polska przy współpracy z Automobilklubem Wielkopolski. Pomimo swojej nazwy impreza skierowana jest do wszystkich posiadaczy czterech kółek, którzy chcą połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli jazdę po torze i doskonalenie techniki jazdy. Wśród instruktorów znajdują się między innymi Zbigniew Szwagierczak – kilkukrotny Mistrz Polski w wyścigach płaskich i górskich, Andrzej Zembrzuski, który był m.in. pilotem Sobiesława Zasady i uczestnikiem takich imprez jak Rajd Monte Carlo oraz Vuelta America. Wśród prowadzących jest także były Mistrz Polski w Długodystansowych Samochodowych Mistrzostwach Polski – Maciej Garstecki. Więcej informacji: www.asjp.pl .
Z jak 350Z
Jak już wcześniej wspominałem z racji końca sezonu będę powracał do starszych realizacji i tak właśnie uczynię w tym wpisie. Tym razem głównym bohaterem jest Nissan 350Z wyposażony w silnik 3,5 litra V6. Pod maską galopuje 295 koni, które są wyzwalane oczywiście przez tylną oś. Jeśli miałbym go porównywać z innymi samochodami, które dostawałem z AG Tuning, to obok Leona Cupra i Swifta Zetka dostarczyła mi najwięcej frajdy. Z racji tego, że czas nas gonił zabrałem samochód na Tor Poznań. Po pierwsze dlatego, że najbliżej, a po drugie dlatego, że po trzech sezonach spędzonych na torze włodarze obiektu nie protestują kiedy chce się wykorzystać ich obiekt do uwieczniania samochodów. Oczywiście nie obyło się bez kontrolnego przejazdu po dużej nitce toru. Po wyjeździe z depo V6 przestało leniwie mruczeć i zaczęło ryczeć. Samochód posłusznie połyka zakręty zarówno z włączoną, jak i wyłączoną kontrolą trakcji. Fotele zapewniają bardzo przyzwoite trzymanie boczne. Gdyby jeszcze nie były w całości skórzane, to w ogóle było by super. Ktoś powie – zaraz zaraz, przecież skóra jest super, cool, lanserska i w ogóle. Może i jest… dopóki się na niej tyłek nie ślizga podczas pokonywania zakrętów. W kwestii technicznej samochód pozostał nie tknięty. Natomiast jeśli chodzi o przeróbki wizualne owszem. Dodano ospojlerowanie firmy Neodesign oraz felgi Donz. Wszystko to sprawiło, że samochód wyróżnia się z tłumu oraz pośród innych Zetek, ale jednocześnie nie rozpowiada na prawo i lewo jakim to jest potworem. Pomimo niskoprofilowych opon i sportowego fabrycznego zawieszenia komfort jazdy jest całkiem niezły…. i mówi to osoba, która miała rok temu złamany kręgosłup. Na pochwałę zasługuje także ogromny (jak na coupe) bagażnik. Jednak dzięki temu możemy zapomnieć o tylnej kanapie… która i tak by się na nic nie przydała. Tył jest na tyle „ścięty”, że siedzenia były by w tej części samochodu jedynie ozdobą. Modelem 350Z Japończycy pokazali, że pomimo iż minęły czasy kiedy samochody projektowali inżynierowie (teraz głównymi projektantami są księgowi) można jeszcze stworzyć coupe, które będzie jednocześnie praktyczne (jak na coupe) i dostarczy wiele radości z jazdy. Zdjęcia samochodu można zobaczyć TUTAJ

S do kwadratu, czyli Skoda i Suzuki
Czyli starcie ze Skodą Octavią kombi i Suzuki Swiftem. W sumie najpierw powinienem napisać co nieco o Skodzie, ale Swift jest mi bliższy z racji tego, że podczas jazdy na sesję to właśnie Swiftem kierowałem. Przyznaję – oba samochody są fajne i pozwalają czerpać radość z jazdy, ale Swift jest jakby zadziorniejszy.
Silnik jest niewielki, bo tylko 1.3 litra, ale za to jego duch walki ogromny. Bez marudzenia kręci się do okolic 7,5 tysiąca obrotów, a na drugim biegu osiąga równą setkę. Właścicielka samochodu postanowiła postąpić według zasady mówiącej, że piękno tkwi w prostocie. Tak oto wnętrze samochodu otrzymało tapicerkę będącą połączeniem skóry i alcantary. Została także zmieniona gałka zmiany biegów. Zmiany rzucające się w oczy z zewnątrz, to przyciemnione szyby, sportowa końcówka tłumika oraz białe felgi Momo, które komponują się z kolorem dachu i lusterek. Felgi wyposażono w opony o rozmiarze 215/45/16 (jeśli dobrze pamiętam). Dzięki temu samochód świetnie się prowadzi bez przeprowadzania modyfikacji zawieszenia… aż strach pomyśleć co by było po lekkim obniżeniu i utwardzeniu. Szkoda tylko, że właścicielka postanowiła pozostawić fabryczny system nagłośnienia. Niskie tony są kiepsko słyszalne, średnich w zasadzie nie da się odróżnić nawet słuchając akustycznych kawałków, a wysokie, to przy większej głośności masakra dla uszu. Zdjęcia samochodu znajdują się TUTAJ .

No i tak oto przechodzimy do sedna, czyli kompleksowo zmodyfikowanej Skody Octavii kombi 1.9 TDI. Samochód już wcześniej był przerobiony stylistycznie, ale właściciel postanowił zmienić jego wygląd po delikatnej stłuczce. Tak oto auto otrzymało nowe zderzaki, dedykowane progi oraz poszerzenia wykonane z wysokiej jakości tworzywa (cena też była odpowiednio wysoka). Ponad to maska oraz dach zostały pomalowane na czarno, a reszta samochodu na biało. Zamiast znaczka Skody na grillu znajdziemy znaczek firmy AG Tuning. Jak widać zmieniono także koła… oczywiście na większe. W środku całkowicie zmieniono tapicerkę. Znajdziemy tam kombinację skóry oraz alcantary. Co ciekawe kierownica została obszyta w taki sposób aby w razie czego poduszka powietrzna mogła swobodnie wystrzelić… czego oczywiście nikomu nie życzę. Na fotelach wyszyto logo AG Tuning. Znajdziemy je także na gałce zmiany biegów. Z przeróbek mechanicznych podrasowano elektronikę silnika poprzez montaż chipu oraz wymieniono turbinę. Ponad założono mocniejsze hamulce firmy Brembo oraz obniżono i utwardzono zawieszenie. Dzięki temu samochód nie tylko doskonale przyspiesza i hamuje, ale także trzyma się drogi jak przyklejony. Zdjęcia auta można zobaczyć TUTAJ

To są najnowsze zdjęcia. W najbliższym czasie zaprezentuję też wcześniejsze, nie mniej ciekawe samochody.
Prolog
Idąc za wskazówkami pewnej osoby, której serdecznie dziękuję za cenne informacje postanowiłem zamieścić tego oto bloga. Chciałbym się podzielić tym, co robię i co mnie kręci w sposób inny niż tylko suche galerie na stronie internetowej i informacje o ofercie. Do tego właśnie posłuży mi ten blog.
Zajmuję się szeroko pojętą fotografią. Aby to szerokie pojęcie zawęzić dodam, że jest to fotografia sportowa, motoryzacyjna, reporterska, reklamowa i studyjna. Przyznam się także nieśmiało do jednej rzeczy – studio fotograficzne jest ostatnim z miejsc, z których staram się korzystać. Każdy pomyśli „głupek, jak można tak mówić”. Ano można. Studio fotograficzne nie daje takiej swobody twórczej jaką daje plener albo wnętrza, ale wnętrza już wykonane. Oczywiście w studiu także można robić dowolne aranżacje, ale to już są koszta, które klienci chcą ponosić jak najniższe.
Dlaczego fotografuję? Po pierwsze dlatego, że nie umiem rysować, a po drugie dlatego, że pragnę pokazać ludziom mój punkt widzenia, moje odczucia związane z daną osobą lub danym przedmiotem. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, gdyż niektóre dziedziny fotografii rządzą się swoimi prawami, można by nawet śmiało rzec szablonami.
Jak każdy mam także swoje małe, duże marzenia fotograficzne. Jedno z nich już spełniłem – udałem się z aparatem na wyprawę do zamkniętej strefy wokół elektrowni Czarnobyl. Na liście pozostają jeszcze złomowiska okrętów podwodnych w Rosji oraz udanie się z aparatem w rejon ogarnięty działaniami wojennymi. Miejsca, które chciałbym odwiedzić, to Palestyna, Somalia, Irak, Afganistan, Czeczenia. Dlaczego akurat tam? Otóż oprócz fotografowania studiuję także stosunki międzynarodowe. Kierunek ten pozwolił mi poznać w mniejszym i większym stopniu genezę obecnych i byłych konfliktów zbrojnych mających miejsce na naszym globie i akurat te wydają mi się być najciekawsze… jeśli w ogóle można tak powiedzieć o wojnie.
To tyle słowem wstępu. Zachęcam do uważnego śledzenia mojego bloga. Będą się tutaj pojawiały informacje na temat bieżących i minionych realizacji. Życzę miłej lektury i zapraszam także na moją stronę internetową www.wgrzesiak.com.
Dodaj komentarz